Mój odwieczny problem. Nie wiedziałam jak moge mu powiedzieć „cześć”, ale także tak, by nie było koło niego Roberta i wogle. No więc opowiadam…tylko teraz troche nie do tematu, ale wszystko połączy się w jedny logiczny tryb. Byłam w sali 204 matematycznej. No i jak siedziałam widziałam, że koło Andrzeja i innych chłopaków blisko mnie, lata jakiś obleśny owad w stylu „komar żywiący się owocami” czyli był bardzo duży. Już wziełam zeszyt by go trzsnąć, ale go „zgubiłam”. No więc przepisywałam coś z tablicy i patrzyłam na nią by rozumieć temat ( wiadomo nie :D?). No i gdy tak siedziałam swoim genilanym słuchem usłuszałam skrzydła robaka ( a ja jestem na to bardzo przewrażliwiona) no i zobaczyłam, że ten oblesniak lata mi przed twarzą. Dostałam paniki, zaczełam go walić zeszytem i wszyscy się gapili. No i Ślipko tym swoim sposobem liczenia do 3 i dodatkowe zadanie domowe, zaczeła liczyć. Ona liczyła a ja piszczałam i waliłam tego owada zeszytem (obciach….). No i wkońcu go znów zgubiłam, ale nie to, że widzxiałam, ze odlatuje, tylko znikną mi ze wzroku. Nagle koledzy powiedzieli, że on usiadła…mi…na GŁOWIE (fu!!!!) zapytałam się spanikowana „to żart?”, a oni mówili, że nie. No wiec zapytałam się Kasi co siedzi koło mnie czy siedzi mi na głowie ( Ślipko przestała wtedy liczyć -na momęt-) no i Kasia to potwierdziła. Ja zpanikowana chwyciłam moje lusterko i próbowałam zobaczyć gdzie on siedzi. Ale go nie widziałam wiec poprotu zaczełam się zeszytem walić po glowie, ale nie żeby go rozciapciać tylko zesunąć ( bo on się zaplątał w moje włosy) wtedy znów zaczełam piszczeć, a Ślipko liczyć, byłam wystraszona, zdenerwowana, aż wkońcu zemnie zleciał. Na całe szczęście, ale i tak się rozpłakałam. Byłam cała zdenerwowana i wogle, a musiałam jescze seidzieć na matmie ze 20 minut, cala zdenerwowana gdzie ten owad ( naszczęście Ślipko nie policzyła tych doliczeń do 3). No i udało się, lekcja się skończyła. Boże. Zaczeła mnie tak głowa boleć, że niemogłam wytzrymać i mimo, że wiedziałam, że Damian ma lekcje koło łącznika z pokojem pięlęgniarki poszłam. Mimo tego wstydu. Ech, a gdy akurat miałam wejść do tego „łącznika”, że tak powiem, on stał na środku. No i chyba ( na 99%) powiedział mi „cześć” noto ja też mu odpowiedziałam, tak samo, i potem przez cały dzień (mimo owada) byłam szczęśliwa, że wreszcie mu to powidziałam. Myślę, że to ten wczorajszy odcinke Escaflowna mi pomóg, bo tam jak Hitomi była zakochana ( na początku) w Amanie to poprosiła go, oto, że jeżeli przebiegnie 100m w 11 sekund, to że on ją pocałuje, i wtedy Emilka powiedziała „No widzisz, Hitomi z nim rozmawia, a nie ignoruje” czy jakoś tak. Ech dzień był bombowy, gdyby nie ten owad…