Zdaża się, że człowiek onenia kogoś innego zupełnie go nie znając. W moim przypadku tak właśnie było. Choć nie wiem jak się starałam – wynik był ten sam.
Zaczęło to się dawno, ze półtora roku temu, no może trochę więcej. Byłam na wycieczke z nową klasą, chcąc się z kimś zaprzyjaźnić podeszłam do dwóch dziewczyn, które wydawały się, można by powiedzieć normalne, ale czy naprawdę tak było? Wątpię. Zaprzyjaźniłam się, dla mnie była to przyjaźń, myślałam, że i one mnie lubią. Ale czy tak było naprawdę? Wątpię. Każdy zapewne zna bieg wydarzeń, tak mi się wydaje. Gdy raz spotkałam się z dwoa dziewczynami z klasy, tylko po to by zrobić pracę na muzykę zapytały się mnie, jaka jest moja wersja (pokłucenia się). Powiedziałam im, jak było naprawdę. One powiedziały, że te dwie, które kiedyś lubiłam mają zupełnie inną wersję. Taką wersję, moim zdaniem, która ratuje im dupy przed klasą. Napowiedziały, że to moja wina, ponieważ chciałem je skłucić ale one był tak genialne i to zauważyły. Wiecie ile w tym prawdy?

ZERO

Nigdy nie miałam intencji kogoś skłucać. Po co by mi to było? W sobotę dowiedziałam się, że kloejna osoba tak uważa, ale co najgorsze, w innym wypadku. Kiedy pokłuciłam się z tamtymi dwiema, musiałam kogoś w tej szkole lubić, naszczęście (chwała bogu – choć nie wierzę) była Kyo. Jej koleżanka, teraz już chyba raczej nie, uważa, że to tylko moja wina, bo to ja się pojawiłam i je skłuciłam…
Ale jaki miałabym w tym interes? Nigdy nie chciałam kogoś skłucać, bo po co i na co?
Teraz coś do szanowenej osoby „która wie, że jest tą osobą”. Schrzań się. Nie moja wina, że kurwa do kota się dorwałaś i cię zadrapał. Musiałaś pójść do łazienki i ryczeć? Sram na ciebie. Co mnie obchodzi, że będziesz miała coś na sumieniu. Jesteś dla mnie niczym. Kretynka. Ja nie wiem. Jeżeli uważasz, że cię przeproszę – mylisz się. W życiu tego nie zrobię, ponieważ nic złego nie zrobiłam. Jeżeli masz jakiś problem to idź do psychologa! Jezus, ale debil! Wiesz zgodziłam się, bo wiem, że im zależało, ale ciebie mam głemboko gdzieś więc się sraj z mojego życia! Mam naprawdę głęmboko gdzieś to co sobie myślisz. Co mnie to obchodzi? Potrawię sobie radzić bez ciebie. Bez.
Moje argumenty nie były głupie, chyba tylko tobie się tak zdaje. A nawet jeżeli „schrzaniłam” ci wieczór, to co mnie to ma u licha obchodzić co? Bo mnie to gówno obchodzi i tyle! Ja nie wiem, trzeba być totalnym debilem, żeby zachowywać się jak ty! Totalny z ciebie jebus!
Łudzisz się, że się pogodzimy? Żałosne