Jestem piętnastoletnią dziewczyną o brązowych włosach i niebieskich oczach. Moją najlepszą koleżanką jest Yoko, dziewczyna w tym samym wieku, z jasnymi włosami i zielonymi oczami. Znamy się od drugiej klasy podstawówki i od tego momętu trzymamy się zawsze razem. Historia, którą zaraz opowiem może jest smutna, a może tragiczna, ale jedno wiem na pewno. Konsekwencje tego co działo się dość nie dawno zostaną zemną do końca życia. Do końca.
Zaczeło się od ciepłego dnia, w mieście w którym mieszkam – Kamaishi. Pod drzwi mojego jednorodzinnego domu przybyła właśnie Yoko. Zeszłam do niej i razem powędrowałyśmy do szkoły. Do naszej szkoły idziemy zazwyczaj piętnaście minut. Razem z moją przyjaciółką obserwowałyśmy zachownie ptaków. Zwykłe dziewczyny patrzyły na zachowanie zwykłych gołębi. Nic nadzywczajnego. Doszłyśmy właśnie do szkoły. Lekcje odbyły się tak jak zwykle, pierw matematyka, potem historia, następnie dwie lekcje wychowania fizycznego, plastyka, technika, godzina wychowawczka, chemia i fizyka. Lekcje w poniedziałek, czyli dzisiaj, zawsze trawają długo, ale nie przeszkadza to nam. Inaczej mówiąc myśl o powrocie do domu o 16.05 nikogo nigdy nie denerowała. Gdy tylko zakończyła się lekcja fizyki wraz z Yoko powędrowałyśmy do naszej wychowawczyni, ponieważ Yoko musiała z nią coś załatwić. Powiedziano nam, że pani niedługo przyjdzie pod salę stotrzynaście. Poszłyśmy tam więc i usiadłyśmy sobie czekając na wychowawczynię. Bardzo długo się nie zjawiała, ale Yoko powiedziała mi, że to naprawdę ważna sprawa i musi czekać. Nie chciała mi wyjawić jaka to sprawa – zdziwiło mnie to, jestem przecież jej przyjaciółką. Dlaczego wolała więc zapytać o radę prawie obcą osobę? Do dzisiaj nie wiem. Nawet nie zauważyłyśmy, zciemniło się, była ósma. Szkoła o tej porze była już zamknięta, nic dziwnego, że nikt nie przechadzał się po korytarytarzach od jakiegoś czasu. Zwarzywszy, że jest ta pora pobiegłyśmy do drzwi frontowych szkoły. Nie myliłyśmy się – zostałyśmy zamknięte w szkole. Yoko zaczeła panikować, nie nawidziła takich sytuacji. Ja też nie byłam zadowolona, kto byłby zadowolony, gdyby musiał nocować w szkole? I to samemu, no we dwoje.
Teraz trochę o szkole, by się Pani nie zgubiła. Szkoła – budynek pomalowany na żóło, dwupiętrowy, bardzo obszerny. Sala gimnastyczna była naprawdę długa i wysoka. Wszystkie inne sale były trochę mniejsze, ale tylko trochę. Korytarze zawsze czyste, ładne i szerokie.
Usiadłyśmy pod naszą ulubioną salą – biologiczną. Yoko zaczeła naprawdę panikować. Zaczeła płakać, kopać drzwi od toalety męskiej i w ogóle. Podzielałam jej zdanie. Też zcazełam się wściekać, zaczełam się nawet bardziej bać niż wściekać. Ona chyba też zaczeła czuć strach. W szkole ciemno, świateł nie ma ponieważ cieć odłączył. Zaczełam uspokajać Yoko, przytuliłam ją i pocieszyłam, mówiąc, że to tylko szkoła, że nic nam się nie stanie, że jesteśmy bezpieczne… bezpieczne. Słowa puszczane na próżno. Usiadłyśmy znów i położyłyśmy się, oczywiście blisko siebie i zabarykadowane od „odsłoniętych” stron plecakami. Nagle, około trzeciej w nocy, jakiś potworny hałas nas obudził. Dobiegał z kuchni, ktoś lub coś musiało wywrucić jakieś naczynie. Yoko jeszcze bardziej mnie przytuliła i zaczeła płakać. Zaczełam jej cicho mówić, by nie płakała i nie wydawała żadnych odgłosów. Żeby ją pocieszyć powiedziałam, że być może kogoś jeszcze tu zamkneli. Sama w to nie wierzyłam. Zachęciłam ją byśmy to sprawdziły. Nie chciała się zgodzić, ale przekonałam ją. Wyszłyśmy na korytarz. Ciemno, cicho i nic więcej. Następnie usłyszałyśmy nagłe głęmbokie oddychanie, nie ludzkie. Było bardzo głośne, dobiegało z końca korytarza. Wtem na samym końcu tego korytarza, własnie z tego miejsca skąd odbiegało sapania ujrzałyśmy, że coś się rusza. Ruszało się powoli, wyglądało na to, że to coś się czołga. Krwawi i nie ma ręki, to oczywiście tylko moje domysły. Zanim do nas doszło przez światło księżyca spostrzegłyśmy iż to nie człowiek ni zwierzę. Było to coś pomiędzy tymi dwoma storzeniami. Coś od człowieka, coś od zwirzęcia. Człogało się do nas, z wyszarpaną ręką, trzymającą się tylko na paru nerwach i dużymi zembami. Yoko przeraziła się i uciekła bezemnie. Przez to, że szkoła była duża nie wiedziałam gdzie mogła się udać. Sama nie czekałam na to aż to do mnie dopełźnie. Także uciekłam. Gdy już byłam na końcu korytarza, tym drugim końcu oczywiście, spojrzałam czy to nadal mnie goni. Wtedy już chodziło, z siekierą do mięsa w ręce. Kulało z powodu wygryzionej nogi. Chodziło i to mnie przeraziło. Zaczełam uciekać, szybko wbiegłam do sali gimnastycznej następnie do przebierali dla dziweczyn, schowałam się pod ławkami i czekałam w ciszy. Usłyszałam po jakimś czasie, że to zwierzopodobe coś dochodzi gdzieś do właśnie tego pokoju w którym jestem. Na przeciwko przebieralni dla dziewczyn znajduje się przebieralnia dla chłopaków. Tam najwyraźniej była Yoko, bo słyszałam… słyszałam jak to coś otwiera drzwi, ale nie do mojego pokoju. Do Yoko. Usłyszałam jej głośny i wysoki krzyk. Słyszałam go do czasu aż zaczełam słyszeć straszne odgłosy. Jakieś cięcia, dalsze krzyki Yoko, jej sarania by przeżyć, jej walkę z potworem, aż w końcu zabił ją. Jescze jakiś czas po tym jak ją zamordował tnął ją tym nożem. Robił to tak długo, aż w końcu krew mojej przyjaciółki przedostała się pod drzwiami do sali w której ja byłam. Potem obudziłam się już rano, gdy wokół mnie stały dziewczyny, policja i w ogóle. Powiedziano mi, że Yoko zabiła się uderzając głową w ścianę aż jej pękła i przebijając się haczykami, wieszakami. Nikt nie uwierzył, że tam coś było. Yoko na pewno się nie zabiła. Wiedziałam to. Po jakimś czasie, zamknięto mnie tu. Kto by uwierzył młodej dziewczynie, że jakiś potwór żyje w szkole…
-Mówisz, że był to potwór? Groźny, bez ręki, z dużymi zęmbami, ale skąd mógłby się tam znaleść?
-Pani psycholog, skąd mam wiedzieć? Ja mówię tylko prawdę, prawdę zatajoną przez policję.
-Powiedziałaś, że Yoko jest twoją przyjaciółką. Ona przecież nie żyje.
-…Słyszę ją cały czas. Cały czas, słyszę jej krzyki, cały czas mam przed oczami mój własny wymyślony obraz momętu, gdy to coś ją zabija.
-To co mówisz, jest niewiarygodne.
-I pani mi nie wierzy. Ale ja wiem swoje. Jak pani bedzie miała dzieci, niech je pani zamknię w tej szkole, a sama się pani przekona, że tam był ten potwór. Czołgał się, chodził i był straszny w całym tego słowa znaczeniu. Jestem pewna, że i mnie dopadnie. Wie pani skąd to wiem?
-…
-Drzwi od przebieralni damskiej były wyrwane, były tam także ślady potężnych szponów, a na ścianie, krwią Yoko pisało

„Dopadnę cię i zarżnę jak twoją przyjaciółkę”