Dziś przez wielki wiatr jaki panował dzisiaj w tej części New Delhi, gdzie mieszkam, duża palma, która była tu od więcej niż piętnastu lat (czyli była tu kiedy zeszłym razem byłam w Indiach), upadła…
To wielekie drzewo, które widać z naszego domu (stało tuż obok naszych okien) wpadła dzisiaj do basenu, nad którym dzisiaj miała być impreza Ambasadzka. Będą musieli ją przenieść do byłej sali kinowej.
To nie jedyne drzewo, które wywruciło się na okoicy Polskiej Ambasady. Wywróciło się, także duże, prosto w balkon i okna jednego z domów mieszkalnych państwa Laskus. Na szczęście szyby się nie zbiły, ale było to niebezpieczne…
Zastanawiam się… to tylko drzewo… ale było tu kiedy się tutaj urodziłam, było niedaleko, gdy powiedziałam pierwsze słowo, było tutaj, gdy były moje pierwsze Święta Borzego Narodzenia i myślałam, że zostanie na zawsze. Inaczej – nigdy bym nie pomyślała, że się zawali… i to do basenu.
Wygląda to dziwnej niż sobie można wyobrazić. Drzewo -palma zatopiona w górnej części w płytszej części basenu (dobrze, że nie głębokiej bo by ją nigdy nie wyjeli.)
A to co najbardziej mnie męczy to iż oni (Hindusi pracujący w Ambasadzie) poprostu tną to drzewo i pewnie nawet na parę seknud nie przyszło im na myśl, że może da się je jeszcze uratować, bo wygląda jakby miało szanse…
Może kiedyś pokaże wam zdjęcia, już się o to postaram

Taka niewinna rzecz… naturalna w naturalnym świecie… a jak rani…