O wycieczce naprawdę nie chce mi sie opowiadać… Ale cóż, nie mam wyboru.
Na początku powiem, że już wsadziłam muzykę do internetu, to niech ją ktoś posłucha.
No dobra, pierwszy dzień.
Jest 5 rano. Jestem przed szkołą, gada z koleżankami. Zagadały się, ja nie ==, i wszystkie miejsca w autobusie były zajęte. No to zostało jedno miejsce i mieli zamówić samochód z miejscem tylko dla 6 osób, nas było 7, według nich, bo ta ja tam jednej z nich nigdy nie lubiłam i ostatnio się przyczepiła.
W każdym razie, po pół godziny, oczywiście wypadło na mnie. Że to ja jadę autobusem a one samochodem.
No to weszłam do niego, byłam sama, byłam wkurzona, nie było tam moich bliskich przyjaciół.
Potem przyjechał samochód i one do niego wsiadły. Mieliśmy ruszać, gdy podeszła do mnie moja zastępca wychowawcy. I zapytała, czemu jestem sama. Okazało się, że było jeszcze miejsce dla mnie, ale jedna z hamskich babek, nie pozwoliłam im mnie zawołać ==
W każdym razie samochód był szybszy od autobusu więc czasem na niego czekaliśmy parę minut, czasem po prostu se darowaliśmy.
Jechaliśmy 7 godzin.
Jak tam dojechaliśmy okazało się jak wieśniaczo tam jest. Było w górach Rishikes czy coś takiego.
Namioty były trzy osobowe, kible były jeszcze w miarę do zniesienia i dwa prysznicę na całą grupę. W każdym razie na części dziewczyn, ponieważ była część dziewczyn i chłopaków.
Drugi dzień.
Nie wiedziałam jakim cudem udało mi się zasnać, ale tej nocy jeszcze nie wiedziałam że tam dzikie zwierzęta jak niedźwiedzie, tygrysy, dzikie psy itp.
Tego dnia raftowaliśmy, nie mam pojęcia jak to jest po polsku, bo nie można powiedzieć, że to było kajakowanie.
Byłam na jednym pontonie (gdzie były po 8 osób) z Thomasem XD który się wygłupiał i wpadł do wody ==”
W każdym razie super, płyniemy, oh emocje itp.
Potem cali mokrzy, ponieważ na spokojnej wodzie wsakiwaliśmy do niej, mimo iż była mroźna i oczywiście dopiero ostatniej nocy dowiedzieliśmy się, że hindusi wrzucają do tej rzeki trupy, bo nie stać ich na pogrzebanie ich ==” Rzeka z esencją trupów, a ja raz napiłam się tej wody, po się zatopiłam na chwile -_____-”"”
Wracaliśmy cali mokrzy autobusem, nie zdziwie się, jeżeli jechał, ale ja się tam nie wwąchiwałam.
Jak wróciliśmy to mogliśmy robić rock climbing lub kajakowanie. Ja tam se zrobiłam rocka, który był bardzo niski, ale i tak dużo czasu zajęło mi przekonanie się, że nie spadnę, bo trzyma mnie inną liną (to przy schodzeniu, boże jaka ja jestem słodka {niewinne oczka}).
Noc.
Budzę sie i co słyszę? Że ktoś łazi po gałęziach tuż osobk mojego namiotu. Namioty były 3 osobowię, więc oczywiście Ja musiałam się z kimś cisnąć, ale to już szczegół. Więc co najlepszy byłam przy „okienku” namiotu, które miało siatkę. No jarzycie. Więc nadal leżę trochę zmarźnięta, ale co tam. A tu nagle słyszę jakieś ciepłe, ładniej zwać „huhnięcie” niedźwiedzia tuż przy mojej twarzy. Więc co zrobiła Nataleczka? O mało co kurwa nie zeszła. Tak dokładniej to autentycznie zrobiło mi się gorąco idealnie po całym ciele, ale leżałam nieruchomo, myśląc, że może się odczepi. Powtórzyło się to parę razy, za ostatnim Chiaki, która leżała zemną przesunęła się i ucichło, więc ją szybko obudziłam. Powiedziałam by obudziła resztę dziewczyn, ponieważ jak szłam spać to wszystkie tu były. Zanim jej wytłumaczyłam co to znaczy „could you wake them up?” to trochę minęło. Nie widziałam, że ich nie ma bo ciemno było. W każdym razie cała się trzęsłam, a obudziłam Chiaki, ponieważ nogi mi drżały ze strachu.
No to zawowałam nauczycielke, uspokoiła mne, według niej rzecz jasna, potem pogadałam trochę z Chiaki na temat Japonii i jakoś zasnęłam.
Trzeci dzień.
Raftowaliśmy. Miałam ból głowy przez cały dzień, ponieważ Thomas podeszdł do mnie i powiedział, że rozwali mnie „ten” kamień na głowie, wiec uderzył w hask od raftingu no i udawał, że go rozwalił, choć tak nie było.
No to ok, wspaniale, ale zabawa, pla bla pla pla itp.
Na koniec skakaliśmy z 7m skały do wody. Ja skoczyłam raz to myślałam, że będę krzyczeć, krzyczałam połowę spadania, ale potem przestałam, bo za bardzo się bałam XD
W każdym razie wieczór. Ciemno. Wszyscy gadają przy ognisku, który był tam robiony co wieczór. Ja co wieczór świeciłam Thomasowi latarką w oczy, a on mnie. No w każdym razie nie pamiętam czy to co teraz powiem, było drugiego dnia czy trzeciego… w sumie raczej drugiego, nie ważne. No to patrzę Thomas leży sam na plaży z wyłączoną latarką, to do niego podchodzę i pytam jak może tak leżeć w ciemności. No to sobie gadamy, bo się przysiadłam do niego. Gadaliśmy pierw o gwiazdach, a potem == o odgłosach dzikich psów, które słyszł w nocy.
W kazdym razie, tych odgłosów, które ja słyszałam nikt inny nie słyszał.
No to ostatni dzień. Wstajemy wszyscy o 5.30 i zbieramy się o 6 rano. Idziemy do autokaru. To było pod górkę i już nie miałam siły, przerwacałam się z tym moim ciężkim plecakiem, więc taki chłopak Philbert, z Afryki, ale bardzo fajny gość, mi wniósł cały plecak XD”" A najbardziej podobało mi się to, że wszedł tak szybko mają dwa plecaki, a ja jeszcze się trudziłam bez plecaka XD
No to wchodzimy do autokaru i co się okazuje? Że weszli inni i zaczynają się wykłucać do nas, i między sobą po hindusku, pewnie mówiąc, patrzcie jakie debile nie chcą się ruszyć. No to wchodzi pani i mówi, że ta grupa, która była w samochodzie niech do niego idzie, a reszta niech siada na swoje miejsca. To ja , jak to ja, zaczęłm się trochę wykłucać. W kazdym razie wywalili nas, to się poskarżyłyśmy mojej zastępcy wychowawcy, że nie było niemiłe, że tak nas potraktowali. To ona poszła do nich i nawrzeszczała na nich.
Ja tam, zresztą jak powiedziałam dziewczynom, uważam, że tej mojej głupiej nauczycielce od art, która kazała nam się ruszyć, było jej poprostu ławiej tak powiedzieć niż dzielić kogoś innego.
W kazdym razie byłyśmy wściekłe. Dwie dziewczyny się pożygały, bo to przecież było nie do zniesienia jechać tym samochodem w górach, w kazdym razie tylko ja i Cassie na samym końcu czułuśmy się ok.
No i tam dojechaliśmy i wiecie, takie nudy i czekanie na autobus bo miał naszcze rzeczy XD
W kązdym razie opowiem Ci Kaja dokładniej jak do mnie przyjedziesz, bo jest jeszcze wiele rzeczy, o których nie wspomniałam, ale nie mam ochoty o nich pisać…