Trzeba napisać coś nowego, bo już mnie nudzi ta notka.
Tak dopiero niedawno zorientowałam się, że większoś osób, które znam miało dziewczynę lub chłopaka.
Tzn. mało osób w Polsce, ale tutaj w Ambasadzie, nawet Szymon, młodszy odemnie prawie o dwa lata miał już chyba dwie dziewczyny.
A ja jestem zawsze samotna, a jak śni mi się wspaniały sen, że ten który mi się podoba, jest moim chłopakem to budzę się i od razu jest mi tak przykro, że to był tylko sen. Tylko sen. Tak naprawdę, to on nawet pewnie nie wie, że go lubię.
Bardzo chciałabym urodzić się chłopakiem. Tak bardzo… oni mają tyle możliwości… Jakbym mogła wybrać, to chiałabym być chłopakiem.
Chłopaki, mimo że tego nie robią, mogą się tak fajnie zachowywać, a gdzie ja tu nagle zacznę upodabniać się do takiego Lestata?
Mój Boże! Chcę być chłopakiem! Ale nie jakąś tam obrzydliwą operacją, tylko naprawdę nim być…
Tak bardzo żałuję, że jestem dziewczyną… Jeszcze nic tak miłego mnie nie spotkało dzięki temu, że jestem dziewczyną, a jakbym była chłopakiem, to byłabym bardziej szczęśliwa.
Oczywiście nie mam na myśli naszych Polskich chłopaków, co to tylko o HH myślą.
Chciałabym urodzić się w latach 1700 i urodzić się jako płeć przeciwna mojej rzeczywistej płci….