Hym… Nie moge teraz pisać tu czegokolwiek osobistego, chyba, że złoże hasło. Co lepsze?
Wszystko zalezy od mojego punktu widzenia, ponieważ mam takich wspaniałych kolegów co czytają mój blog, a potem się naśmiewają. Więc… jakoś nie mam ochoty pisać czegoś szczególnie prywatnego…
Zatanawiałam się niedawno, kim mogłabym być tak naprawę, skoro nic mi w życiu nie wychodzi. I akurat w tym okresie czasowym obejrzałam SW III i potem sceny dodatkowe (które ubustwiam). No i tak sobie pomyślałam, jak fajnie by było gybym została taką aktorką, co gra w filmach Amerykańskich/Angielskich (nieważne, byle fajnych). Przypomniałam sobie, że na przedstawieniu A Midsummer Night’s Dream była bardzo fajna atmosfera w trakcie prób i tak szczeże mówiąc, lubiłam takie atmosfery od zawsze i tak sobie pomyślałam, jak fajnie by było, gdybym została aktorką.
To jedyne co tak naprawdę mogłoby mi wyjść, ale problem w tym, że jest tyle milionów osób, które chcą być aktorami… że tak szczeże mówiąc (z moją urodą [żyga]) to nie udałoby mi się zostać kimkolwiek z tej dziedziny…
Tak szczeże mówiąc, najbardziej chciałabym być aktorem, ale praca backstage też ma swój swojski klimat. Nawet mogłabym pracować jako ktoś kto styka się z aktorami, ale i tak wolę samo aktorstwo.
Sama nie wiem. Chciałam wziąśc w szkole Dramę Higher Level, ale tam trzeba robić jakieś straaaszzzne przedstwienia.
Ale z koleji, wrócę do Polski i gdzie znajdę casting na film typu Lord of the Rings?
Zresztą… sama nie wiem. To chyba tylko marzenie, pewnie skończę za biórkiem jeżeli dobrze pójdzie…