naria blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2006

Już idealnie od roku jestem w Indiach. No może raczej jeszcze parę godzin i będę w indiach xD
Próbowałam dzisiaj zrobić test z matmy, bo mi mamuśka kazała, ale normalnie, nawet z ksiażką nic nie jarzę! Ten angielski jest okropny czasem…..
Biologię pewnie też będzie kazała mi robić i jak powiem, że robiłam matmę to się spyta co z biologią i zacznie znów mnie ochrzaniać, że się nie uczę i pójdę do zawodówki jeżeli nie zdam tego roku.
Można powiedzieć, że jestem pewna, że nie zdam, a jeżeli cudem zdam ten rok, 12 rocznika na 100% nie zdam i proszę bez komentarzów pt: co ty, napewno Ci się uda, bo ja widzę jak Emi ma trudno i jestem pewna, że cokolwiek się stanie, ja sobie w życiu z tym nie poradzę!
Gdyby to chociaż było po polsku! Już miałabym C z biologi a nie E!

Wtorek

4 komentarzy

naria.bmp
Ogólnie nie mam o czym pisać jak zwykle.
U nas monsoon już jest i pogoda nie jest ładna, jakoś człowiekowi nie chce się żyć XD Ogólnie chce się tylko spać.
Mam takie jedno opowiadanie co zaczęłam na maszynie do pisania, ale miałam tak dużo pomysłów, że musiałam kontynuować w zeszycie. Jak piszę na maysznie to zawsze tak wolno, bo trzeba te błędy korektorować i tak dalej. Jakoś o wiele szybciej mi to poszło jak pisałam w zeszycie. Oczywiście nadal będę kontynuowała pisanie na maszynie, a to co napisałam w zeszycie przepiszę na maszynę. Ciekawa jestem ile 28 stron A5, to stron A4 zapisanych drukiem z maszyny.
Ogólnie wolałam ‚moją’ maaszynę w Polsce, bo miała mniejsze literki i wtedy zmuszałam się do pisania, bo wydawało mi się, że strasznie mało napisałam. To co napisałam ma 13 takich stron, ale chyba nadal jest to najdłuższe z tego wszystkiego co pisałam.
Cóż, sądzę też, że tamta maszyna miała więcej charakteru. Miałam ją tylko z 7 dni, ale o wiele bardziej podobała mi się, niż to co mam. A najbardziej dobija mnie myśl, że jak wyjadę, zostanie wyrzucona i złomowana.
Mam takie dzwiny zwyczaj przywiązywania się do rzeczy. Materialistka jestem i tyle. Nienawidzę czegoś gubić, a jak już to zrobię, szukam cały dzień (Eriya, aku i Kaja coś o tym wiedzą ;)).
Ale opłaca się, bo znajduję najczęściej.
Nocowałam z Eriyą u koleżanki. Spałyśmy na podłodze ==’ Fajnie oglądało się filmy, ale cóż, definitywnie nigdy więcej nie śpię tylko na kocu. Tragedia.

Święto! skasowałam muzyczkę z komenatrzy

Był czas, gdy prawie uwierzyłam, że wampiry naprawdę istnieją, a wszystkie książki o nich, pisanie są właśnie przez nich samych. Widomo oczywiście, że wampiry nie istnieją – to tylko postać z starych powieści, legend, mitów… Mimo swojej nierealności, wampiryzm zmienił wiele ludzi na świecie, którzy zapragnęli żyć wiecznie, być silniejszym lub może dla samej zasady. Zemną tak nie było. Od dawna marzyłam by urodzić się w siedemnastym wieku, jak mężczyzna, który potem zostanie zmieniony w wampira. Chciałam oglądać jak wieki mijają, jak świat zmienia się. Chciałam móc mówić o tym, co działo się kiedyś, jak żyło się kiedyś i jak to możliwe, że świat zmieniał się tak szybko z lepszego na gorsze. Wierzę bowiem, że w siedemnastym wieku, mimo iż ludzie mówią, że te czasy były okropne, niechlujne i trudne, wierzę, że były one najpiękniejsze! Mimo tego co się mówi na co dzień, w tamtych czasach, powietrze, ulice, woda i ziemia były o tyle razy bardziej czyste niż są teraz i niż będą za parę lat. Jakież proste i interesujące swą codziennością musiały być tamte lata! Najważniejsza była praca i więź rodzinna. Życie było łatwe i przyjemne, a nawet jeżeli zdarzały się momenty samotności, mogliśmy wyjść na te czyste ulice i spojrzeć w czyste niebo i w widniejące na nim lśniące gwiazdy. Co dzień to samo, ale teraz nie jest inaczej. Tyle osób spędza cały dzień przed monitorem, telewizorem i innymi szatańskimi przedmiotami. Wiele śmiertelników skarży się na monotonność życia. Tak samo jest u mnie. Zawsze to samo – uczyć się, mimo że tego nie robię, porobić coś w Internecie, popływać. Wciąż to samo! Gdyby dano mi ten dar i mogłabym zostać wampirem, zostałabym nim głównie, by oglądać mijające lata, zmieniających się ludzi, zmieniające się czasy. Chcę podkreślić, że jestem niesamowicie zainteresowana w historii tamtych czasów i nie obchodzi mnie sama radość bycia wampirem. To może i także, na swój sposób, ale głównie chodzi mi o to by móc zobaczyć ten świat inny niż w wieku, gdy się urodziłam. Był czas, gdy naprawdę wierzyłam, że wampiry istnieją, a ja mogę stać się jednym z nich i przyglądać się przebiegowi lat. Natomiast każdej nocy, za każdym razem, gdy się łudzę, wszystko kończy się tym, że budzę się, gdy słońce sięga już mojego pokoju. Cały czar znika, a ja od nowa muszę łudzić się przez cały dzień, że jestem czegoś warta, że jestem ładna i że moje życie dopiero się zaczyna! A czuję, że jest totalnie na odwrót! Mam wrażenie, że to co będzie się działo za parę lat, nigdy nie nadejdzie, że nigdy nie dowiem się od kogoś, że naprawdę jestem ładna i że jestem czegoś warta! Czemu w tym piekielnym świecie tak mało osób jest ważnych! Denerwuje mnie to! Chciałbym się urodzić w tamtych czasach, ponieważ były one piękne! Nie było tyle aroganckich ludzi, dążących tylko do władzy i popularności, nie było zawodów olimpijskich, nie było tej wiecznej walki między sobą na uczelniach!
Ile razy już zdradziłeś swojego przyjaciela, by dojść do szczytu i ile jeszcze razy to zrobisz?

Zaktuzalizowałam dwa z trzech moich fanlistingów.
-Van Fanel
-Melulu
Są teraz o wiele ładniejsze i ciekawsze. Jest więcej codeków, więc nie musicie wybierać między trzema, gdy każdy ma straszną grafikę. Teraz większość jest ładnych, a wszystkie mają ładną grafikę. Zapraszam więc do zapisywania się.
Chciałam także zaktualizować mój fanlisting z Amiboshim, ale to już nie dzisiaj. Muszę teraz odpocząć po tak długiej pracy.
Miałam Coena przepisć na komputer :/ Jakoś dzień mi szybko zleciał.
Pierw czytałam The Vampire Lestat, potem oglądałam Tenkku no Escaflowne (XD), a potem robiłam właśnie ten fanlisting.
Teraz muszę powoli już lekcje odrobić. Sprawdzę jutro co mam do zrobienia i zrobię to w ten tydzień, żeby potem nie mieć, bo to straszne…
No w każdym razie, jak tylko będę miała okazję muszę kupić Interview with the Vampire i Queen of the Damned książki. Cholernie mi się podoba ta co czytam teraz. Szkoda tylko, że zaczynam od 2 Tomu, ale oglądałam oba filmy, więc chyba nie jest aż tak źle.

Lot
Cholernie nie wygodny, Indian Airlines, nie ma co się dziwić. Było zimno, opierałam się o cholernie zimny samolot (byłam koło okna) i bardzo często trzęsło.

Dzień pierwszy
W kiblu na lotnisku było automatyczne spiszczanie wody oO i automatycznie mydło wypadało na rękę. Odebraliśmy walizki, nasza była zepsuta. Trzeba było to zgłosić.
Potem wreszcie pojechaliśmy do hotelu. Miasto było całe zielone! Szczególnie droga z lotniska. Taki szok, po Indiach. Było tak czysto!
Mieliśmy hotel dla… hindusów ==’
Poszliśmy zwiedzać miasto. Zjedliśmy wreszcie hamburgery z wołowiną w McDonaldzie. Kupiliśmy pocztówki. Potem zwiedziliśmy centrum. Zajęło nam to cały dzień, ale warto było. Miałam strasznie niewygodne buty i sobie obtarłam palce u nóg T.T Zjedliśmy hamburgera na kolację, trzeba było się cieszyć wołowiną, której tutaj niedozwalają.
Wróciliśmy metrem (byłam taka szczęśliwa, od roku nie jeździłam nim).

Dzień drugi
Śniadanie w hotelu było tragiczne. Pojechaliśmy takim wynajmowanym samochodem na objazd po mieście, tym razem.
Pierw podwiózł nas nad rzekę, gdzie skorzystaliśmy z takiej jazdy łodzią po zatoce czy whatever to było.
Potem do sklepu z cholernie dorgą biżuterią, rzeczywiście, obiazd po mieście.
Potem przejechaliśmy się po Chińskiej dzielnicy. Zatrzymaliśmy się na 15min i kupiliśmy parę rzeczy. Dwa wachlarze małe, dla mnie i Eriyi, każdy po $2 Singapurskie. Potem chciałam coś kupić dla Chiaki, bo ona mi kupiła mangę z Japonii (Naruto btw cz1). No i tam inne rezczy, tata się oczywiście wkurzał.
Potem zawiuzł nas na taką „górę”, skąd zaczynała się taka jakby kolejka (coś w stylu górskiej, nie?) tylko, że przechodziła przez miasto! Nawet przez budynek przechodziło! Taki zwykły wierzowiec.
Potem poszliśmy do takiego centrum komputerowego Sim Lin Square.
Tam byliśmy baaardzo długo, ale kupiliśmy wiele rzeczy. Sam budenk miał chyba 5 pięter więc wiecie XD
Monitor, 2 komórki (w tym moja ^^), laptop, pamięć do 2 aparatów 1GB, i wiele innych rzeczy dla rodziców i takich tam.
Wracając taksówką zgubiliśmy jakiśtam kabel. Oczywiście przezemnie. Otowrzyliśmy bagażnik i wyciągneliśmy wszystko prócz jakiegoś tam kabla co się zgubił, wypadł chyba z torebki. Ja zamknęłam drzwi od bagażnika, a mama się na mnie wkurzyła, że ona chciała jeszcze sprawdzić czy wszystko jest i tak dalej. Fajnie tylko, że stała tak przez parę sekund, kiedy było otwarte i nie sprawdzała! I teraz jest wszystko na mnie!

Dzień trzeci
Zaczeliśmy od tej jazdy kolejką. Jechaliśmy na Sentosę, to taka wyspa blisko Singapuru, tylko krótki most je dzieli.
Podobał mi się system autobusowy jaki tam mieli, no i były za darmo. Przejechaliśmy sie nawet dwupiętrowym autobusem. Zaczeliśmy zwiedzać od różowych delfinów, których widzieliśmy pokaz (emi ma więkość zdjęć na swoim aparacie, więc ich nie mam), poszliśmy plażą do najbardziej wysuniętej częście Azji na południe, potem do „Under water world”.
16atch2.jpg16atcom.jpg16atcwk.jpg
Bardzo mi się tam podobało. Było tam wiele rekinów. Podobno przez tamte szyby, ryby są mniejsze aż o 30%! Niektóre były ogromne! Były też takie bardzo prechistoryczne! Nie wiem jak się nazywają, ale jestem w szoku, że je mieli! One żyły jeszcze chyba miliony lat wcześniej!
Większego nie mogę dać, bo co znajdę w internecie to strona nie działa. Oto one, i one były żywe!
16atie0.jpg
Potem zwiedziliśmy BurgerKing by coś zjeść XD Potem poszliśmy do jakiegoś Cinemania, tam obejrzeliśmy dwa fimy, pewnie miały po 5min. W sali kinowej były takie „wagony” no i oczywiście wiadomo, one się ruszały. Bałam się trochę o moją sziję, ale było fajnie.
Następnie poszliśmy do innego kina, na 4D. Film był niby o piratach, ale najfajniesze było to, że krzesła się ruszały (mimo, że wyglądały na normalne), wiał wiatr (to pewnie klima), był taki efekt niby ugryzienia przez kraby, to pewnie było powietrze i tak uderzało w nogi. Nie miałam spodni i mnie to cholernie bolało więc podnosiłam bogi za każdym razem. A co najlepsze, była też woda XD Nie za dużo, ale to szok, siedzisz w kinie i taka woda (co prawda kropelki, ale mimo wszystko) spada na ciebie.
Następnie zwiedzliśmy Merliona, który jest symbolem Singapuru. Potem, o 7 ileś był taki występ z fontanną. Była wielka. Ten występ był z głosem, muzyką, ogniem, wodą i laserami. Bardzo mi się podobało. Mam parę zdjęć tego.
Oto fontanna
16atm52.jpg
Oto woda, nie jest to piękne i cudowne, ponieważ początek był taki zwykły, wolny.
16atnxh.jpg
No i Merlion, z którego oczu leciały lasery, w trakcie przedtswienia nad fontanną.
16atp2p.jpg
Potem wróciliśmy także kolejką do miasta, Singapuru i wróciliśmy do hotelu. Zdążyłam nawet na mój serial XD

Dzień czwarty
Ferma krokodylów była zamknięta, ta do której chcieliśmy pojechać więc pojechaliśmy do Scienece Museum. Niektóre rzeczy były fajne, niektóre nie, bo zniszczone przez nadmiar bachorów, co tylko naciskały i uciekły dalej. Nie raz to zresztą widziałam. Podchodziły do czegoś, poprzyciskały pokręciły i nawet nie poczekały by zobaczyć co się stanie.
Tego samego dnia pojechaliśmy do Night Safari. Jechaliśmy takim „pociągiem”, dokładniej kolejką czy coś. Widzieliśmy dużo zwierząt. Potem poszliśmy pieszo, bo można było także pieszo iść. Widziałam nietoperze oO Były takie wielkie i raz jak patrzyliśmy na jednego, to tak spadł z drzewka i tak poleciał tuż nad głową mojego taty. Ja bym chyba padła oO a Eriya nawiała :P
Słyszałam też jak lwy ryczały XD Brzmiało to okropnie strasznie dopóki się nie dowiedziałam, że to lwy. Sądzę, że w takiej puszczy jakbym to usłyszała, to bym padła trupem ze strachu XD

Dzień piąty
Jak na codzień, obrzydliwe śniadanie. Żygałam tym już. Wciąż dwa tosy z drzemem, jakimś obrzydliwym, jajko i soczek, tylko tego soczku bym się jeszcze napiła.
Byliśmy na fermie krokodylów, innej niż ta na której chcieliśmy być. To mi się nie podobało. Te biedne krokodyle były zamknięte w ciasnych miejscach i wyglądały na cholernie znudzone…
Potem ja i Eriya wróciłyśmy do hotelu wysiadając z metra o jeden przystanek wcześniej od rodziców, którzy ponownie pojechali do Sim Lin Square. My oglądałyśmy TV po czym o 3 ileś poszliśmy wysłać pocztówki do Aku i Kaji.

Ostatni dzień, szósty.
Wstaliśmy wcześnie i nawet śniadania nie zjedliśmy. Na lotnisku okazało się, że lot jest opuźniony o godzinę. Nie dziwie się, musieli samolot wyczyścić po tych brudnych hindusach.
Spotkaliśmy Polaków na lotnisku w Singapurze. Szzzok. Przywitał się jeden z nich. Było ich trzech w tym jedna dziewczyna.
Lot
Kiedy jadłyśmy jedzenie, Eriyi spadł keczap na ziemię, taki w opakowaniu. No to ja :> postanowiłam go wkopać do hindusów przed nami. Oczywiście zdeptali to, ale caały keczap wylądował na moich butach i na mnie. Gleeba. Miało być na nich, a nie na mnie! Jakim cudem to w ogóle poleciało do mnie?
Jak dolecieliśmy do Indii.. ech zobaczyłam ten cały śmietnik i wyschnięty biedny kraj :/


  • RSS