Lot
Cholernie nie wygodny, Indian Airlines, nie ma co się dziwić. Było zimno, opierałam się o cholernie zimny samolot (byłam koło okna) i bardzo często trzęsło.

Dzień pierwszy
W kiblu na lotnisku było automatyczne spiszczanie wody oO i automatycznie mydło wypadało na rękę. Odebraliśmy walizki, nasza była zepsuta. Trzeba było to zgłosić.
Potem wreszcie pojechaliśmy do hotelu. Miasto było całe zielone! Szczególnie droga z lotniska. Taki szok, po Indiach. Było tak czysto!
Mieliśmy hotel dla… hindusów ==’
Poszliśmy zwiedzać miasto. Zjedliśmy wreszcie hamburgery z wołowiną w McDonaldzie. Kupiliśmy pocztówki. Potem zwiedziliśmy centrum. Zajęło nam to cały dzień, ale warto było. Miałam strasznie niewygodne buty i sobie obtarłam palce u nóg T.T Zjedliśmy hamburgera na kolację, trzeba było się cieszyć wołowiną, której tutaj niedozwalają.
Wróciliśmy metrem (byłam taka szczęśliwa, od roku nie jeździłam nim).

Dzień drugi
Śniadanie w hotelu było tragiczne. Pojechaliśmy takim wynajmowanym samochodem na objazd po mieście, tym razem.
Pierw podwiózł nas nad rzekę, gdzie skorzystaliśmy z takiej jazdy łodzią po zatoce czy whatever to było.
Potem do sklepu z cholernie dorgą biżuterią, rzeczywiście, obiazd po mieście.
Potem przejechaliśmy się po Chińskiej dzielnicy. Zatrzymaliśmy się na 15min i kupiliśmy parę rzeczy. Dwa wachlarze małe, dla mnie i Eriyi, każdy po $2 Singapurskie. Potem chciałam coś kupić dla Chiaki, bo ona mi kupiła mangę z Japonii (Naruto btw cz1). No i tam inne rezczy, tata się oczywiście wkurzał.
Potem zawiuzł nas na taką „górę”, skąd zaczynała się taka jakby kolejka (coś w stylu górskiej, nie?) tylko, że przechodziła przez miasto! Nawet przez budynek przechodziło! Taki zwykły wierzowiec.
Potem poszliśmy do takiego centrum komputerowego Sim Lin Square.
Tam byliśmy baaardzo długo, ale kupiliśmy wiele rzeczy. Sam budenk miał chyba 5 pięter więc wiecie XD
Monitor, 2 komórki (w tym moja ^^), laptop, pamięć do 2 aparatów 1GB, i wiele innych rzeczy dla rodziców i takich tam.
Wracając taksówką zgubiliśmy jakiśtam kabel. Oczywiście przezemnie. Otowrzyliśmy bagażnik i wyciągneliśmy wszystko prócz jakiegoś tam kabla co się zgubił, wypadł chyba z torebki. Ja zamknęłam drzwi od bagażnika, a mama się na mnie wkurzyła, że ona chciała jeszcze sprawdzić czy wszystko jest i tak dalej. Fajnie tylko, że stała tak przez parę sekund, kiedy było otwarte i nie sprawdzała! I teraz jest wszystko na mnie!

Dzień trzeci
Zaczeliśmy od tej jazdy kolejką. Jechaliśmy na Sentosę, to taka wyspa blisko Singapuru, tylko krótki most je dzieli.
Podobał mi się system autobusowy jaki tam mieli, no i były za darmo. Przejechaliśmy sie nawet dwupiętrowym autobusem. Zaczeliśmy zwiedzać od różowych delfinów, których widzieliśmy pokaz (emi ma więkość zdjęć na swoim aparacie, więc ich nie mam), poszliśmy plażą do najbardziej wysuniętej częście Azji na południe, potem do „Under water world”.
16atch2.jpg16atcom.jpg16atcwk.jpg
Bardzo mi się tam podobało. Było tam wiele rekinów. Podobno przez tamte szyby, ryby są mniejsze aż o 30%! Niektóre były ogromne! Były też takie bardzo prechistoryczne! Nie wiem jak się nazywają, ale jestem w szoku, że je mieli! One żyły jeszcze chyba miliony lat wcześniej!
Większego nie mogę dać, bo co znajdę w internecie to strona nie działa. Oto one, i one były żywe!
16atie0.jpg
Potem zwiedziliśmy BurgerKing by coś zjeść XD Potem poszliśmy do jakiegoś Cinemania, tam obejrzeliśmy dwa fimy, pewnie miały po 5min. W sali kinowej były takie „wagony” no i oczywiście wiadomo, one się ruszały. Bałam się trochę o moją sziję, ale było fajnie.
Następnie poszliśmy do innego kina, na 4D. Film był niby o piratach, ale najfajniesze było to, że krzesła się ruszały (mimo, że wyglądały na normalne), wiał wiatr (to pewnie klima), był taki efekt niby ugryzienia przez kraby, to pewnie było powietrze i tak uderzało w nogi. Nie miałam spodni i mnie to cholernie bolało więc podnosiłam bogi za każdym razem. A co najlepsze, była też woda XD Nie za dużo, ale to szok, siedzisz w kinie i taka woda (co prawda kropelki, ale mimo wszystko) spada na ciebie.
Następnie zwiedzliśmy Merliona, który jest symbolem Singapuru. Potem, o 7 ileś był taki występ z fontanną. Była wielka. Ten występ był z głosem, muzyką, ogniem, wodą i laserami. Bardzo mi się podobało. Mam parę zdjęć tego.
Oto fontanna
16atm52.jpg
Oto woda, nie jest to piękne i cudowne, ponieważ początek był taki zwykły, wolny.
16atnxh.jpg
No i Merlion, z którego oczu leciały lasery, w trakcie przedtswienia nad fontanną.
16atp2p.jpg
Potem wróciliśmy także kolejką do miasta, Singapuru i wróciliśmy do hotelu. Zdążyłam nawet na mój serial XD

Dzień czwarty
Ferma krokodylów była zamknięta, ta do której chcieliśmy pojechać więc pojechaliśmy do Scienece Museum. Niektóre rzeczy były fajne, niektóre nie, bo zniszczone przez nadmiar bachorów, co tylko naciskały i uciekły dalej. Nie raz to zresztą widziałam. Podchodziły do czegoś, poprzyciskały pokręciły i nawet nie poczekały by zobaczyć co się stanie.
Tego samego dnia pojechaliśmy do Night Safari. Jechaliśmy takim „pociągiem”, dokładniej kolejką czy coś. Widzieliśmy dużo zwierząt. Potem poszliśmy pieszo, bo można było także pieszo iść. Widziałam nietoperze oO Były takie wielkie i raz jak patrzyliśmy na jednego, to tak spadł z drzewka i tak poleciał tuż nad głową mojego taty. Ja bym chyba padła oO a Eriya nawiała :P
Słyszałam też jak lwy ryczały XD Brzmiało to okropnie strasznie dopóki się nie dowiedziałam, że to lwy. Sądzę, że w takiej puszczy jakbym to usłyszała, to bym padła trupem ze strachu XD

Dzień piąty
Jak na codzień, obrzydliwe śniadanie. Żygałam tym już. Wciąż dwa tosy z drzemem, jakimś obrzydliwym, jajko i soczek, tylko tego soczku bym się jeszcze napiła.
Byliśmy na fermie krokodylów, innej niż ta na której chcieliśmy być. To mi się nie podobało. Te biedne krokodyle były zamknięte w ciasnych miejscach i wyglądały na cholernie znudzone…
Potem ja i Eriya wróciłyśmy do hotelu wysiadając z metra o jeden przystanek wcześniej od rodziców, którzy ponownie pojechali do Sim Lin Square. My oglądałyśmy TV po czym o 3 ileś poszliśmy wysłać pocztówki do Aku i Kaji.

Ostatni dzień, szósty.
Wstaliśmy wcześnie i nawet śniadania nie zjedliśmy. Na lotnisku okazało się, że lot jest opuźniony o godzinę. Nie dziwie się, musieli samolot wyczyścić po tych brudnych hindusach.
Spotkaliśmy Polaków na lotnisku w Singapurze. Szzzok. Przywitał się jeden z nich. Było ich trzech w tym jedna dziewczyna.
Lot
Kiedy jadłyśmy jedzenie, Eriyi spadł keczap na ziemię, taki w opakowaniu. No to ja :> postanowiłam go wkopać do hindusów przed nami. Oczywiście zdeptali to, ale caały keczap wylądował na moich butach i na mnie. Gleeba. Miało być na nich, a nie na mnie! Jakim cudem to w ogóle poleciało do mnie?
Jak dolecieliśmy do Indii.. ech zobaczyłam ten cały śmietnik i wyschnięty biedny kraj :/