They went asleep,
We weren’t there,
To hug them in their despair.
To take them away,
In the most glorious way.
To fly with them,
In the air’s rhythm.
To take them to the far land,
Beyond their little hand.
To make them happy,
As they should always be – laughing.
We weren’t there,
To make them the King’s heir.
We weren’t there
To help them in their affair.
We abounded them in a tragic way,
To show them, the worlds way.

I jakiś taki dziwny:
Śmiać się można, ile się chce,
Ale kto ukaże nam, co świat chce?
Czego od nas pragnie, czego wymusza,
To jakaś wielka zawierucha!
Słońce gaśnie,
Dzień wkrótce zaniknie.
A wraz z nim,
Me całe wspomnienia z dni szkolnych,
Gdy wszystko zamieszane było szybkim
I rozkosznym przeżyciem dni wspólnych.

Śmiać się można, ile się chce,
Ale kto ukaże nam, co świat chce?
Wielka tajemnica tego świata,
Co tak naprawdę nie ma długiego lata.
Lata chroniącego nas,
Od tych wszystkich ras.