Wybaczcie, że nic nie pisałam o wyjeździe mimo, że wróciłam 7.01, ale miałam Mocki i nie miałam żadnego czasu na pisanie tak długiej notki.
(Dzisiaj sobie uświadomiłam, że mam egzamin z art w niedzielę, a ja mam dużo do narysowania na art – inaczej nie mogę podchodzić do egzaminu)
No dobra, więc żeby zobaczyć trochę zdjęć możecie wejść tu –>> galeria na gronie.
Na początku spędziliśmy mniej niż dzień w Singapurze. W mordę, byłam taka śpiąca po dwóch lotach samolotem, że na mieście zasnęłam na parę minut jak usiedliśmy w cieniu.
Potem polecieliśmy do Australii i bez odpoczynku (tylko w samolocie, czego odpoczynkiem nazwać nie można) zaczeliśmy zwiedzać. Jak na Australię, to to lato było kurdę moroźne! Musieliśmy nosić długie rękawy i nawet kórtki!
W Sydnej spędziliśmy chyba 3.5 dni. Potem pojechaliśmy do Canbery, która jest stolicą Australii. Nienawidzę tego miasta! Wręcz niecierpię! Tyle robali tam było, że nie można było na sekundę stać nieruchomo aby na Ciebie nie weszły.
Kupiłam tam z Emi (tzn. dostałyśmy od rodziców pod Choinkę) całą serię Escaflowne na DVD! 26 zaczynamy oglądać taki maraton po 13 odcinków, jeżeli przeżyjemy to :)
Potem do Melbourne. Tam było bardzo fajnie. Spędziliśmy chyba 5 czy tam 6 dni z nimi. Spędziliśmy także Święta z ich rodziną (ich – państwa u kogo mieszkaliśmy). Ja myślałam, że to jest spotkanie, pt: my, nasze dzieci i ich mężowie. A tu się okazało, że to oni, ich dzieci, mężowie ich córek, bracia/znajomi ich mężów, koledzy itp. To było straszne. Jeszcze polacy rozmawiali tam po angielsku więc trudno było się połapać do kogo mówić po polsku do kogo po angielsku.
Potem na dzień pojechaliśmy do Uluru, skąd wysłałam pocztówki do Kaji i aku.
Potem pojechaliśmy do Cairns. Bardzo podobało mi się to miasto. Niestety spędziłam 2 dni w pokoju leżąc na łóżku, ponieważ spaliłam sobie plecy i nogi i nie mogłam chodzić.
Spędziliśmy tam Nowy Rok. Było naprawdę przyjamnie, kiedy o 9 wyszło się oglądać miasto. Poszliśmy tam pływać na/pod – whatever, rafie. Tam się właśnie tak spaliłam, jako jedyna z rodziny, bo jako jedyna pływałam bez takiego głupiego i casnego kostiumu do pływania. Mój błąd. Mimo, że się trochę pokremowałam, nie myślałam, że aż tak mnie złapie.
Tego samego dnia, po pływaniu poszliśmy do kina na Eragon. Co do filmu, to spodziewałam się czegoś lepszego. Ale co do kina.. O rany! Taka cisza w porównaniu z hinduskim kinem, że w pewnym momencie aż mi się głupio robiło jak jadłam pop corn bo tylko mnie było słychać. Jak słowo daję, taka cisza! A i nie miało się określonych miejsc, można było usiąść gdzie się chce.
A potem polecieliśmy (dużo razy lecieliśmy) do Brisbane. Tam byliśmy tylko dzień chyba no i wróciliśmy do Singapuru, a tam od razu do kolejnego samolotu. To też był horror.
Potem już do Indii i rano na egzamin z historii.
Muszę przyznać, że żałuję, że tak bardzo chciałam jechać do Indii, co prawda moje podejście do tego kraju było cały czas podmalowywane przez mamę, co mówiła, że to taki świetny kraj. Teraz jakbym mogła, to pewnie wybrałabym jakiś bardziej cywilizacyjny kraj.
Singapur nie był aż tak cywilizacyjny i było tam dużo hindusów, dlatego w wakacje, nie czułam się tak super, jak tam poleciałam na te 6 dni. Teraz jak pojechałam do Australii. Taki szok!
Ludzie tam, w mieście ubierali się jak w tych wszystkich filmach o wampirach (dobry przykład – Queen of the Damned). Jak patrzyłam na nich, to jak słowo daję, wyglądali jakby właśnie mieli przerwę w kręceniu tego filmu.
To był dla mnie taki szok, jak rodzice nie pozwalali nam przechodzić na hindusa przez ulicę (czyli do połowy i tak stać na środku – tak się robi w Indiach).
No i ta cywilizacja, w sensie, ludzie. Tacy cywilizowani. Tacy mili i w ogólę. I wreszcie można było nosić co się chce.
Najbardziej to podobało mi się Centrum Handlowe, w Cairs gdzie poszliśmy do kina. Oczywiście do dupy, że same sklepy zamykały się o 5 (tak jak w całej australii), ale ta nowoczesność i w ogólę. Bo co to za mol w gurgeonie, gdzie wszędzie hindusi i wszystko hinduskie..
Jestem naprawdę szczęśliwa, że mogłam zobaczyć ten kraj i zaliczyć 3 kontynent ;)