A tak na serio. No to jestem w Delhi. Komputer w ogólę nie chciał mi odpalić, a dzisiaj rano nagle się udało.
Kurczę, te Indie. Zapach zupełnie ten sam, co dwa lata temu jak przyleciałam. Klimat też inny, i bardzo to czuć.
Mój kochany pokój jest jeszcze piękniejszy ponieważ przywiozłam parę rzeczy ze sobą (np. plakaty z Jack’em Sparrow’em) i wygląda pełniej. Jest o wiele większy od tego w Polsce xD
Lot nie był taki zły w sumie. O wiele lepszy niż z Indii do Polski.
Właśnie przeżucam zdjęcia z Polski na komputer, a te co mam na płytach, to nie wiem jeszcze czy przeżucać na komputer i mieć pod ręką czy nie.
Nie chce mi się rozpakowywć, to wiem na pewno.
Żałuję tylko, że nie udało mi się zrobić wszystkiego w Polsce to co chciałam. Ale to jakby w jeden miesiąc nadrobić jeden rok..
Szkoda, że nikt oprucz Taty nie był na lotnisku (patrzy na Aku z wyższością – trzeba było coś zrobić z tym budzikiem, phi :P).